Swetrzysko pragmatyczne.
Sobie zrobiłam.
Takie, jakiego od dawna mi brakowało.
Długie, ciepłe i obszerne, ale bez przesady. Chciałam mieć sweter, który będzie się nadawał na wyjazdy, w "warunki terenowe", ale i pod krótką kurtkę, spod której powinien znacząco wystawać i chronić punkty strategiczne ;-).
A przede wszystkim miał powstać z włóczki, która była wznowieniem po wieloletniej przerwie moich eksperymentów farbiarskich, o, tej (klik).
Po zrobieniu tego sweterka zostało jej drugie tyle, a przynajmniej tak wynikało z obliczeń. Sweterek po dwóch latach intensywnego noszenia trochę się już wytarł, ale nadal mi służy i jest bardzo lubiany.
Tym razem chciałam coś nieco grubszego, więc cienki moherek jako druga nitka odpadał, ale założenie było podobne - puchate, ale nie przeinwestować ;-) No i padło na promocyjną "alpakę w mechy czesaną" czyli dropsową Brushed Alpaca Silk, włóczkę o takiej sobie opinii, ale niewątpliwie ciepłą. I stąd to "nigdy nie mów nigdy" - bo w zasadzie nie miałam już zamiaru kontynuować doświadczeń z tą włóczką, a jednak kupiłam nowy kolor i to w ilości swetrowej. Mam nadzieję, że w połączeniu z dużo grubszą nitką jej negatywne cechy zejdą na plan dalszy.
I cóż, będę golić, jak się zmechaci.
W końcu ma to być przede wszystkim sweter do 'lotania po krzakach' ;-)
Sesja adekwatna - na szybko, w mrozie i smogu. Bez kurtki, czapki i rękawiczek. Będą mitenki, ale o tym za chwilę :)
Krój jak widać - najprostszy na świecie raglan z dość szerokimi rękawami.
Takimi, żeby pod spód bez problemu założyć bluzę, t-shirt o męskim kroju a nawet drugi sweter. Konstrukcja top-down, z kilkoma rzędami skróconymi kształtującymi dekolt. Stójka (taki 'ni to pólgolf') dorabiana na końcu z oczek tymczasowych, zakończona, jak wszystkie ściągacze, metodą włoską.
Lubię przedłużone tyły w swetrach i zawsze robię tam kilka rzędów skróconych. Tym razem chciałam, aby tył był zdecydowanie dłuższy i jednocześnie żeby wykorzystać włóczkę do końca, postawiłam więc na prosty krój z rozcięciem.
Stójka z bliska i rzut oka na ściągacze z oczek przekręconych, takie lubię najbardziej.
I, skoro wpis już sponsoruje Brushed Alpaca Silk ;-), jeszcze mitenki z dodatkiem tej samej nitki.
Tym razem przefarbowanej na morską zieleń i dodanej do grubej, singlowej "Sunrise" (wełna, moher i jedwab). Muszę przyznać, że proces obcesowego farbowania bardzo się tej nieudanej włóczce przysłużył. Straciła tę swoją "niezdrową puchatość" i wyraźnie zyskała na odporności na mechacenie.
Szkoda, że nie poddałam temu procesowi włóczki przeznaczonej na sweter. A jeśli już nie farbowaniu, to przynajmniej przewinięciu i wypraniu w gorącej wodzie.
No cóż - mam jeszcze kilka motków czarnej, którą częściowo wykorzystałam w Olilii. Będę z nimi eksperymentować, może się nadadzą do jakiejś kolejnej chusty ;-)
A na koniec skarpety, o których pisałam w poprzednim poście. Duże, męskie, proste, z podwójnej nitki. Też pragmatyczne, bez udziwnień :)
Pozdrawiam Was ciepło, mimo mrozu :)