niedziela, 8 marca 2015

piątek, 6 marca 2015

Papieroterapia

Próba powrotu do małych form.
Próba powrotu do wymian ATC.
Na kończące się dzisiaj wyzwanie na blogu ArtGrupy, "Niemiłość" .
Moją parą wymiankową była maj 1309. Jej piękny, nastrojowy Niepokój jest już mój :)
I zachwyca.
Dziękuję :*

A u mnie?




A u mnie taki niepoważny, alkoholiczny odlocik.



Nie, nie z autopsji. Od dawna nie używam ;-)



Tu trochę żywej przestrzeni martwych nóżek ;-)
I próba oswajania pożyczonej lustrzanki, po latach kompaktowego rozleniwienia.



A tu już muzyczna inspiracja (zobaczymy, czy link zadziała, bo to mój debiut wstawiania z jutuba. He he. Jak nie zadziała, to działający wisi na blogu ArtGrupy, zapraszam).



Pozdrawiam terapeutycznie :)

środa, 11 lutego 2015

Enrofloksacyna. Ostrzeżenie.

Dzisiaj będzie bez zdjęcia.
Dopiero teraz jestem w stanie o tym pisać, chociaż minęły już 3 tygodnie.
Trzy tygodnie od dnia, w którym pożegnaliśmy naszego kota, 14-letniego Oswalda.
Cztery - od dnia, w którym zawieźliśmy go do weta po raz pierwszy, z taką sobie niegroźną dolegliwością.
Banalna infekcja, ot, jakiś wirus atakujący śluzówki. Zaczynał się weekend, nie chcieliśmy ryzykować z czekaniem do poniedziałku na termin u naszych stałych wetek.
Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że nawet nieleczony ma większą szansę przeżycia...


Paraliż, błędnie interpretowany przez nas jako osłabienie,
stopniowo postępujący w górę ciała, całe spektrum objawów neurologicznych, wyostrzona do granic reakcja na wszelkie bodźce, wyniki nerkowe pod sam sufit. Całkowity brak apetytu,
nieregenerowalna anemia, coraz mniej leukocytów.


Na 6 kotów z naszego domu*, które dostawały ten antybiotyk, przeżyły tylko dwa.
Do tej liczby dochodzi jeszcze suka znajomego, z podobnymi objawami. Też nie żyje, chociaż opiekun poruszył niebo i ziemię, żeby ją ratować.


I znów - podobne "tłumaczenie" słyszeliśmy już wcześniej:
"Hemobartonella"
"Toksoplamoza"
" FIV"
"A czy on był szczepiony na panleukopenię?"
"Musiał się gdzieś uderzyć, nie spadł Państwu?"
"Zastanówcie się Państwo, czy koty nie mogły się czymś zatruć. Może sąsiad truje wam koty?"

"To na pewno nie przez ten antybiotyk, jest bardzo skuteczny i dobrze tolerowany".

Największym cynizmem wykazał się pewien polecany wet, który na moje niedowierzanie, jak to możliwe, że kot na pierwszej wizycie miał dobre wyniki krwi i z ciekawością zwiedzał gabinet, a w tydzień później już był tak słaby, że nie mógł się podnieść, powiedział: "bo choroba nie była jeszcze rozwinięta".
Ale dobrze wiedział, co się stało, bo próbował to odwrócić, podając kotu leki stosowane właśnie przy paraliżach i niedowładach (o czym wtedy nie wiedziałam, ta wiedza przyszła znacznie później, zbyt późno).
Tamten wet zamierzał zapomnieć o wpisie do książeczki na ostatniej wizycie, zrobił to dopiero na wyraźne żądanie. Wetka, która leczyła Oswalda, zapomniała.



Dwa koty żyją.
Młode, ogólnie raczej zdrowe.
Przez kilka pierwszych tygodni po serii tych leków wykazywały objawy nadpobudliwości, agresji, nieprzewidywalne zachowania, nadwrażliwość na bodźce. Starsza do tej pory miewa drgawki i zrywania mięśni, nieuzasadniona agresja zdarza się obu kotom do dziś.

...Najsłabsza z naszych kotek dostała tylko jedną dawkę. W ciągu doby nastąpiła zapaść, poprzedzona objawami neurologicznymi. Dopiero teraz skojarzyliśmy, co najprawdopodobniej ją spowodowało.

Oswald dostał cztery. Każda kolejna była gwoździem do trumny. Po czwartej miałam pisać do wetki, że kot jest już zbyt słaby na kolejne badania krwi. I wtedy do nas dotarło, że takie objawy przecież już wcześniej widywaliśmy...
Ostatnia utwierdziła nas w tym, co napisałam powyżej.

..........................................................................................................................................................


Jeśli Wasz kot po powrocie od weta wyczołga się z transporterka i zamiast jak zwykle dziarsko pomaszerować przed siebie, położy się na podłodze, nie miejcie złudzeń: to nie stres ani osłabienie chorobą.
Zajrzyjcie do książeczki.
Jeśli znajdziecie tam wpis z przedrostkiem enro...**

A najlepiej nie pozwólcie wetom grać w rosyjską ruletkę z Waszym zwierzęciem.
W tym magazynku jest zbyt wiele ostrych nabojów.



*Jeden z nich, to nasz były tymczas. Młody, silny kot, leczony już w domu stałym na banalną anginę.
**Enrofloksacyna to nazwa substancji czynnej. Nazwa handlowa leku może brzmieć inaczej.








czwartek, 1 stycznia 2015

...

Życzę...


...Wam i sobie
żeby rok 2015 był lepszy niż ten poprzedni,
cokolwiek to znaczy.

Dziękuję tym, którzy swoją obecnością,
wpisami, słowami i życzeniami
sprawiali, że było trochę jaśniej  :)

Życzę Wam pięknego Nowego.

Ewa

PS. W roli choinki wystąpiła lampa mojego autorstwa. Przypomina nieco choinkę formą, chociaż nie taki był zamysł. Zdjęcie wygrzebane z mojego archiwum. W braku aparatu trzeba improwizować ;-)
 










sobota, 8 listopada 2014

A niech tam...

Wrzucę te... hmm...
Zdjęcia.
:-/

No sorry, nie wiem, kiedy ( i czym) uda mi się zrobić lepsze, a jak mam reanimować tego zdechlaka (bloga znaczy się), to jakoś muszę. No to zaciskam zęby i wklejam. Włala!



Najnowszy "czernidłak", malowany i woskowany, z szablonowym motywem znanym już z tego wpisu.
Twórczego recyklingu cd.



Otóż była sobie skrzynka. Taka prosta, z cienkiej sklejki, na której lata temu eksperymentowałam z nieznaną wtedy jeszcze w Polsce techniką decoupage. To było jeszcze przed erą internetu i forów rękodzielniczych. Tzn. internet to nawet już gdzieniegdzie był, ale do nas nawet sygnał telefoniczny docierał z trudem, przy pomocy tzw. peceemki (taka skrzynka na słupie, najstarsi górale może jeszcze pamiętają).
No i robiłam na tej skrzynce eksperymenty z naklejaniem zwykłych wydruków na mikstion, żeby były przezroczyste. I żeby było widać motyw pod spodem. I żeby jeszcze można było szlagmetal do tego dołożyć. No, stójka z przewieszką na trzepaku ;-)
No i niespecjalnie to wyszło, szczerze mówiąc. Nierówne, zgurdulone, nijak nie chciało się wtopić w tło. Nic, tylko wyrzucić. A miało być tak pięknie ;-)
Nawet zeszlifować się za bardzo nie dawało, zwłaszcza że sklejeczka cienka i strach było drzeć szlifierką.

Zdjęcie archiwalne, już z normalnego, serwetkowego dekupażowania (w pudełku trzymałam wycięte motywy).



I na koniec dekielek. Niewiele widać, ale choć trochę widoczne są tamte nierówności, które wykorzystałam i zrobiłam z nich atut: fajnie się przetarły. A spod farby gdzieniegdzie widoczne są pierwotne motywy - niestety, aparat nie chciał oddać ich wyglądu. Ale może się tam czegoś dopatrzycie?
W każdym razie jeszcze zbliżenie przykrywki:



Może kiedyś uda mi się zrobić lepsze zdjęcia. Na razie musi wystarczyć to, co jest.
A najlepiej ogląd na żywo :)

A do motywów, które zamalowałam, też kiedyś wrócę. Bo to są najprawdziwsze, autentyczne, polskie stare reklamy. Z książek, prawdziwych, papierzannych i przedwojennych, nie z żadnej sieci. O.

Pozdrawiam :)

PS. Dziękuję wszystkim za pozostawione komentarze pod wpisem o Paskudku. Nie odpowiadałam na każdy z osobna, więc zrobię to teraz, hurtem.
Dziękuję Wam bardzo! :)))

piątek, 31 października 2014

Paskudek

Pamiętacie takie mebelki?

Niegdyś przedmiot pożądania. Niedługo później - symbol badziewia i tandety.
Całkiem słusznie.
Wszystko: wykonanie, konstrukcja, materiały, wykończenie - woła o pomstę do nieba.
Wiotka sklejka, wystające drzazgi, chropawe wnętrza szuflad, krzywe prowadnice, połyskliwy lakierek.
I jeszcze te zwichrowane bambusowe uchwyty, brrr...



"Paskudek" trafił w moje ręce w mało ciekawych okolicznościach i bynajmniej nie miałam ochoty przygarniać takiego brzydactwa pod swoje skrzydła. Ale pilnie potrzebowałam zamykanych szuflad. Więc Paskudek przyjechał i miał pobyć tylko tymczasowo, bo przecież taki paskudny. Ale skoro już był, to... to niespodziewanie dostrzegłam w nim potencjał.
Bywa... ;-)


Postanowiłam zatem przetestować na nim pewne farbki*, o których huczy ostatnio pół kraftowego internetu. A że atakującej zewsząd bieli i słodkich 'szabbików' mam już lekko dość, więc poszłam w nieco odmienne klimaty. Rdza, złomy i industriale zawsze były mi bliskie, więc decyzja o metamorfozie w tych klimatach przyszła z łatwością.

Efekt poniżej.


Za jakość zdjęć przepraszam - tym razem to nie blogger, a pożyczona "mydelniczka", która musi mi chwilowo wystarczyć w zastępstwie aparatu  - własny zamordowałam, krwawych szczegółów Wam oszczędzę :-[





Nie robiłam jakiejś poważniej rewolucji. Przed malowaniem pozbyłam się tylko uchwytów i bambusowych listewek z szuflad, zostawiając jedynie okalającą ramkę. Zamierzałam też odwinąć rattanowe narożniki i zastąpić je metalowymi, ale nie znalazłam nigdzie pasującego rozmiaru, więc po prostu zamalowałam oryginalne. Uchwyty, kupione wysyłkowo, są pokryte autentyczną rdzą (wpadłam w zachwyt, kiedy z koperty wysypała się rdza i wypadł zwitek wełny stalowej do usunięcia nadmiaru! ).





Klimat, jaki chciałam uzyskać, miał przywodzić na myśl skrzynię z ładowni XIX-wiecznego żaglowca, nadgryzioną przez szczury ;-) Zależało mi, żeby powierzchnia mebla przypominała pleśń, patynę, wykwity solne czy co tam jeszcze na takich sprzętach wyleźć powinno ;-)
Na powyższym zdjęciu widać efekt zabawy z barwionym woskiem.




Napisy malowane wg szablonu własnoręcznie wyciętego w zwykłym papierze do drukarki. Postarzone jakimś wygrzebanym z szuflady specyfikiem do decoupage. Wszystko oczywiście przetarte (nie jeden raz) papierem ściernym i wełną stalową.




Przy okazji mały lifting przeszła też lampa, którą zrobiłam ponad 10 lat temu (projekt i wykonanie moje).
Dostała wtedy bukowe nogi meblowe, z braku lepszego pomysłu. Była pierwszą w serii lamp-kostek, następne miały już podstawy z metalu. Miała iść 'do ludzi', ale koniec końców została w naszej sypialni, irytując mnie zresztą tą swoją "meblowością" niemożebnie. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić... i na tym się w zasadzie kończyło, bo w końcu poza tym szczegółem spełniała swoją funkcję bez zarzutu.



Teraz pomysł nasunął się sam.
Nóżki potraktowałam tą samą farbą, dodając białe przecierki i stemplowane napisy.





Zawoskowana powierzchnia jest trochę zbyt błyszcząca jak na moje wymagania, "goła" farba przed woskiem podobała mi się dużo bardziej. Może z czasem dopracuję się techniki uzyskiwania większego matu. Ćwiczenie czyni mistrza ;-)

Wnętrze na razie zostało w pierwotnej formie - komódka ma służyć do przechowywania papierów, więc perfekcyjne wykończenie nie jest konieczne. Jeśli kiedyś zmieni zastosowanie, zawsze można to uzupełnić.
W planach mam jeszcze dodanie żelaznych (skrzyniowych) uchwytów na bokach i umieszczenie komódki dla wygody na dużych kołach, ale budżet, wiadomo. Może kiedyś :)


W każdym razie sezon na metamorfozy uważam za rozpoczęty. Spodziewajcie się zatem kolejnych, zamierzam w miarę postępów publikować co nieco, nawet mimo braku sensownego sprzętu foto.

Pozdrawiam jesiennie :)


*marki farby nie podaję, to nie jest tekst sponsorowany. Zainteresowani nazwę znajdą lub wyczytają z kontekstu.







czwartek, 2 października 2014

Odcinek zaległy, czyli drugi i ostatni.

Nieco inaczej miała wyglądać ta relacja z renowacji łóżeczka, ale życie pisze własne scenariusze.
Niestety nie będzie zdjęć narzędzi, materiałów, farb, rozrysowywania wzoru, wycinania szablonu, szczegółowych opisów, co i jak robiliśmy (część prac przy łóżeczku wziął na siebie T.).

Zamiast tego - efekty przyspieszonej i dość nerwowej sesji "after", robionej na jednej nodze. Cóż, pewne rzeczy trudno zaplanować precyzyjnie, prawowity użytkownik łóżeczka pewnego dnia postanowił się pojawić na świecie i już ;-)

Aranżacja nieco prowizoryczna - z absolutnego braku dzieciowych gadżetów.
Na szczęście nieoceniona Offca poratowała mnie całą siatą wszelakiego dobra (he he, jedna poszewka do tej pory u mnie zalega).
Zdjęcia takie sobie, ale na powtórkę nie było już czasu. Im dłużej na nie patrzę, tym mniejszą mam ochotę je publikować - zbyt długa była ta przerwa, zbyt duży dystans. Do tego blogger robi ze zdjęć absolutną masakrę - i niestety żadne próby zaradzenia temu zjawisku nie pomagają. Dlatego nie zasypię Was tasiemcem, ilość fotek będzie całkiem ascetyczna.
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.











Nasze koty też wypożyczyły co nieco do sesji ;)





Dobranoc.
Pchły na noc ;-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...