środa, 26 września 2012

Pająk włochaty z profilu

Prościutko.
Na papierach Galerii RAE :)





I szczegóły:




A dlaczego w tytule jest pająk, nie kot?
He he, musielibyście zobaczyć, jak łazi po zasłonach :D

Pozdrawiam  :)

poniedziałek, 17 września 2012

Od linijki

"Od linijki" to temat wrześniowego wyzwania  Galerii RAE.

No, cóż innego mogłam zrobić, jak nie scrapa? Znowu na zielono :)
Ze zdjęciem z pewnego ogrodu, w którym geometryczne rabaty nie tylko nie są nudne (jak mogłoby się wydawać nieobeznanym z tematem), a wręcz porażają urokiem i doskonałością.
Mowa o Hestercombe - ogrodzie w hrabstwie Somerset, w którym geometryczne rabaty autorstwa Edwina Lutyensa i Gertrude Jekyll urzekły mnie swoją urodą.




Jak geometria, to geometria.
Na bazę z zielonej kratki nakleiłam wycięte od linijki pasy i przycięte od linijki prostokąty z zielonych papierów (oczywiście z  Galerii RAE).  Dodałam "linijkowe" motywy z taśmy dekoracyjnej i stempli, zielone kryształkowe ćwieki i wystające gdzieniegdzie białe kwiatki. 
Duży napis wycięty z beermaty potężnym wykrojnikiem TH (dzięki, Rae, za tę możliwość!). I motylek z zestawu naklejek kupionych w kiosku :)
A poniżej kilka detali:






Dziękuję wszystkim, którzy odezwali się pod moim poprzednim postem. I zapraszam do SentiMenti na kontynuację tematu. Im więcej będziemy na ten temat pisać i mówić, tym większa jest szansa dotarcia do tych nieprzekonanych. Oby coś dotarło...

środa, 12 września 2012

Trafia mnie.



Szlag mnie trafia.
Mam taki feler, że kiedy widzę zdjęcie kota w miniaturze bloggera, to zaglądam.
Zaglądam - i mnie trafia, w tym roku jakoś wyjątkowo często :[
Co chwilę u kogoś na blogu pojawia się post o świeżutko urodzonych kociaczkach do oddania.
Z kotki własnej, domowej, nierasowej, niewysterylizowanej. Och, och, jaaakie to słodkie...

Nie, to nie jest słodkie.
To jest nieodpowiedzialne.
I głupie.

Masz kotkę - weź, wysterylizuj.
Nie wymawiaj się brakiem kasy.
Odłóż kasę na zabieg jeszcze zanim dojrzeje i wejdzie w ruję.
Znajdź weta, który sterylizuje młode kotki przed pierwszą rują. Unikaj konowałów, którzy twierdzą, że kotka musi raz w życiu... NIE! NIE MUSI!!! Nie musi rodzić raz w życiu, nie musi rodzić w ogóle.
Może to dla wrażliwych estetek wydać się szokujące, ale można (a wręcz należy) wysterylizować nawet kotkę, która już zaszła w ciążę.

Niech nie rodzi niepotrzebnie kociąt, niech nie powiększa nadpopulacji.
I nie jest żadnym argumentem, że "przecież już mamy dla nich domki".
Kotów jest za dużo, dużo więcej, niż potencjalnych dobrych domów.

Chciałoby się wykrzyczeć wielkimi literami: pozwalając rozmnażać się domowym kotom, zabierasz szansę na dom tym bezdomnym, uratowanym i wyleczonym przez wolontariuszy kociakom.
Tym kociakom, które urodziły się na działkach i w piwnicach; bezdomne, bo nie miał kto wcześniej zadbać, by niechciane nie przyszły na świat.
Dziesiątki wolontariuszy łapią dzikie kocice, sterylizują i wypuszczają z powrotem na wolność, a ich - urodzonym już, niestety, dzieciom szukają domów, dając szansę na lepsze życie. Wcześniej je lecząc, szczepiąc, oswajając, socjalizując, ucząc życia w domu, wśród ludzi. Dla nich cenny jest każdy dobry dom, który pozwoli zrobić miejsce następnym znajdom.

Niestety, zbyt wielu jest jeszcze ludzi, którzy doprowadzają do rozmnażania własnych, domowych kotów. Dla mnie, byłej wolontariuszki, każdy urodzony w domu kociak to bezgraniczny smutek. Nawet, jeśli jest śliczny i beztrosko broi w nowym, kochającym domku.

W czym są "gorsze" kociaki urodzone w piwnicy?
Ten został złapany na trawniku po pewnym krakowskim blokiem. Wystarczy usiąść - już jest na kolanach. Co dzień rano przychodzi pod kołdrę, poprzytulać się do ludzia.  I tak cudownie mruczy.
Ten dwa razy wywinął się śmierci. Wraz z rodzeństwem został uratowany przed zamurowaniem w fundamentach sklepu, przez "miłego" pana sklepikarza. A potem przyjechał do nas, bo "nie wiadomo co mu jest, ale chyba nie przeżyje, może Wy coś wymyślicie".  Przeżył, ale kosztowało nas to wiele nieprzespanych nocy. Wyrósł na wielkiego kocura o psim usposobieniu. Uwielbia jeździć na ramieniu (bagatela, 6,8 kg! ). Przytula się i mruczy.
Ta była dorosła. Zanim do nas trafiła, odchowała kocięta pod śmietnikiem. Kocięta znalazły domy, ona nie - zwykła, stara, nieładna buraska. Z uszkodzonym płucem nie przeżyłaby zimy.

I tak można by długo...


PS. Zdjęcie pochodzi z naszego domowego archiwum, przedstawia jednego z naszych byłych tymczasów, w trakcie dokarmiania strzykawką. Bury dzikusek, złapany na pewnym osiedlu. Łobuz, jakich mało, aktualnie wielki, piękny zadbany kocur w bardzo dobrym domu. Oczywiście wykastrowany, podobnie jak jego brat, z którym dzieli domek :)

PS2. Na blogu u SentiMenti jest bardzo sugestywny rysunek. To dla tych nieprzekonanych, którzy jeszcze uważają, że nic się nie stanie, jeśli jedna kotka urodzi...\

Edit 26.03.2014.
Dla tych, którzy jeszcze są nieprzekonani - przeczytajcie tego posta http://matkatylkojedna.blogspot.com/2014/03/nie-gwacic-kotka-prosze.html#.UzNXR87JD8k

Kryzys...

Mam kryzys.
Nie ciągnie mnie do papierów.
Nie chce mi się zaglądać na blogi.
O komentowaniu nawet nie wspomnę.
To ohydne tropikalne lato wyssało ze mnie resztki energii i na dodatek wcale nie chce się wynosić do tych swoich cholernych ciepłych krajów, wczoraj w Krakowie było znowu 30 stopni. Obrzydliwość!
I ta straszliwa, trwająca od ponad roku, nieustająca susza.
Podobno w Małopolsce już ponad 3 tys. gospodarstw nie ma wody (edit: już dwa razy tyle!), a pszczelarze od lipca dokarmiają pszczoły  :(
U mnie w ogrodzie usychają kilkunastoletnie krzewy, podlewanie już nie pomaga...
A bezmyślni ludzie nazywają to piękną pogodą :/

Scrap.
Czasem człowieka to nachodzi.
Robi sobie fotę.
Auu.. Autoportret.

No, inny miał być ten scrap. Kolorowy, popaćkany, na bogato.
Ale mi się taki nieczysty i simple zrobił.
I jest.




I szczegóły:








Niech już wreszcie będzie jesień, prawdziwa.
Taka normalna, bura i deszczowa. Marzy mi się plucha i przemoczone buty.
Serio.

A po materiałoznawstwo zapraszam na bloga Galerii RAE  :)

środa, 29 sierpnia 2012

Ślubne motyle

Chyba na każdą scraperkę kiedyś przychodzi taki moment.
A tak się zarzekałam.
Tak.
Zrobiłam kartkę ślubną.
Tak, ja, nie mylą Was oczy ;-)
Czasem trzeba.

Z pomocą przyszły tu rzecz jasna papiery Galerii RAE, "W tiulu i w koronkach", po raz pierwszy u mnie wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Poszargałam, pomaźgałam białymi mediami, postemplowałam i przeszyłam.




Motylki też od RAE - uwielbiam ten stempel i używam go chyba najczęściej z całej mojej kolekcji motyli i innych skrzydlatych stworów. Tu pokryte białym embosingiem, celowo niezbyt dokładnie - zbyt gruba warstwa pudru wyglądałaby ciężko. A tak - lekkością koresponduje z tiulem i srebrnymi kryształkami nanizanymi na drucik.





Wnętrze kartki kryje kieszonkę na tagi z życzeniami i też jest trochę przestrzenne.






A całość jest zamknięta w pudełeczku z "szybką":




A przy okazji przypomnę, że na blogu Galerii RAE trwa wyzwanie "Za szybką". Jeszcze całe dwa tygodnie czasu, żeby dołączyć swoją pracę - zapraszam :)




piątek, 17 sierpnia 2012

I stuka w szybkę...

Cambridge (a właściwie ogród botaniczny w Cambridge) -  to był ostatni etap naszej tegorocznej ogrodniczej wycieczki.
Ale tym razem wzięłam na warsztat zdjęcie stare, sprzed dwóch lat, bynajmniej nie ogrodowe.
Wieczorem, po całym dniu zwiedzania ogrodów, zmiana tematyki była nam bardzo potrzebna. Zwyczajne włóczenie się ulicami starego miasta i niezwyczajna przy tej okazji głupawka:





Tym razem troszkę bardziej poszalałam kolorystycznie.
Jako bazy użyłam pewnego papieru w czarne kropki , który  uważany jest
ponoć za jeden z najtrudniejszych spośród wzorów z Galerii RAE.
Mój ulubiony  :)

Do tej pory występował u mnie głównie w dodatkach - tym razem pozwoliłam mu
zagrać pierwsze skrzypce, bieląc gesso, tuszując na buro ;-) , stemplując i
dodając koloru pomarańczową mgiełką.






A że zdjęcie przedstawia głupawkę w czerwonych barwach, dodatki użyte
w scrapie nawiązują do kolorów zdjęcia.






Papier pod zdjęciem to przepiękny "Przepych atłasu" , podkreślony warstwami bordowego tiulu, białych serwetek, bibułki i chorągiewek z intensywnie czerwonego "Bogactwa koronek".
Wśród dodatków, obok koralików i taśm dekoracyjnych, znalazły się też
czerwone guziczki, tym razem z zestawu  "Ale plama" .
No i wreszcie zrobiłam użytek z zalegającej od lat w szufladzie kolekcji nici do haftu.   :)

Zdjęcie na tym scrapie nie jest przypadkowe jeszcze z jednego powodu -jak widać, budki telefoniczne mają szybki.
A "Za szybką" - to temat najnowszego wyzwania na blogu Galerii RAE. 
Zajrzyjcie koniecznie na bloga sklepowego, jakie cudeńka wyczarowały dziewczyny z DT. 
I oczywiście gorąco zapraszam do udziału w wyzwaniu :)

Pozdrawiam :)

PS. To, że angielskie budki są wściekle czerwone, to mit.
W tym roku przyjrzałam się im dokładniej: bywają buroczerwone, zakurzone, zardzewiałe, a nawet
straszliwie zardzewiałe. Może w Londynie jest inaczej, ale na odległej prowincji są
takie zwyczajne, nadgryzione czasem, po ludzku przykurzone :)


środa, 15 sierpnia 2012

W bambusach

Dawno nie było layoutu?
Ano, nie było - dobrze, że skończyły się te koszmarne upały, wreszcie mogę poskrapować, wreszcie odżywam, oddycham chłodnym powietrzem, cieszę się ogrodem (czy raczej tym, co z niego po tych obrzydliwych tropikach zostało...).
Dzisiaj nadrabiam layoutowo, monochromatycznie.
Scrap powstał na podstawie mapki #11 ze ScrapMap. Chociaż raz udało mi się zdążyć.  :)

Pomarańczowa kurteczka, pomarańczowe łodygi bambusa i...
scrap na nowych pomarańczowych kropkach od RAE. 






Na zdjęciu efekt pewnej mini sesji foto (dzięki, Darku!) w bambusowych zaroślach
w ogrodzie RHS (Royal Horticultural Society) w Rosemoor.
Tak, tak, niby tam zimno i deszczowo, a wszelkie egzoty mają się świetnie.
No cóż - tamtejszy klimat jest bardziej przyjazny dla ludzi i dla roślin.
Nie tak, jak u nas: w zimie 40 stopni mrozu, w lecie tyle samo, ale upału;
co nie wymarznie w zimie, usycha w lecie.




Papier zmasakrowałam nieco gesso, maskowaniem, mgiełkami i tuszem,
ostemplowałam na brzegach, dodałam trochę dekoracyjnej taśmy i tekturowych
elementów. Plamy z glimmer mistów to kolejny niekorzystny skutek upałów -
zaschnięta końcówka nie pozwoliła na użycie zgodnie z przeznaczeniem,
musiałam więc otworzyć i pochlapać.
A pod zdjęciem kolejne warstwy: "Czekolada w kropeczki waniliowe"
(jak dobrze, że znowu jest na półkach sklepowych, stęskniłam się za tym
papierem), tiul, płótno i papierowe serwetki.




Zaglądajcie do Marty po kolejne etapy naszej wycieczki.
Opowieść w odcinkach o Rosemoor w toku.

Pozdrawiam :)
Ewa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...