Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Enrofloksacyna. Ostrzeżenie.

Dzisiaj będzie bez zdjęcia.
Dopiero teraz jestem w stanie o tym pisać, chociaż minęły już 3 tygodnie.
Trzy tygodnie od dnia, w którym pożegnaliśmy naszego kota, 14-letniego Oswalda.
Cztery - od dnia, w którym zawieźliśmy go do weta po raz pierwszy, z taką sobie niegroźną dolegliwością.
Banalna infekcja, ot, jakiś wirus atakujący śluzówki. Zaczynał się weekend, nie chcieliśmy ryzykować z czekaniem do poniedziałku na termin u naszych stałych wetek.
Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że nawet nieleczony ma większą szansę przeżycia...


Paraliż, błędnie interpretowany przez nas jako osłabienie,
stopniowo postępujący w górę ciała, całe spektrum objawów neurologicznych, wyostrzona do granic reakcja na wszelkie bodźce, wyniki nerkowe pod sam sufit. Całkowity brak apetytu,
nieregenerowalna anemia, coraz mniej leukocytów.


Na 6 kotów z naszego domu*, które dostawały ten antybiotyk, przeżyły tylko dwa.
Do tej liczby dochodzi jeszcze suka znajomego, z podobnymi objawami. Też nie żyje, chociaż opiekun poruszył niebo i ziemię, żeby ją ratować.


I znów - podobne "tłumaczenie" słyszeliśmy już wcześniej:
"Hemobartonella"
"Toksoplamoza"
" FIV"
"A czy on był szczepiony na panleukopenię?"
"Musiał się gdzieś uderzyć, nie spadł Państwu?"
"Zastanówcie się Państwo, czy koty nie mogły się czymś zatruć. Może sąsiad truje wam koty?"

"To na pewno nie przez ten antybiotyk, jest bardzo skuteczny i dobrze tolerowany".

Największym cynizmem wykazał się pewien polecany wet, który na moje niedowierzanie, jak to możliwe, że kot na pierwszej wizycie miał dobre wyniki krwi i z ciekawością zwiedzał gabinet, a w tydzień później już był tak słaby, że nie mógł się podnieść, powiedział: "bo choroba nie była jeszcze rozwinięta".
Ale dobrze wiedział, co się stało, bo próbował to odwrócić, podając kotu leki stosowane właśnie przy paraliżach i niedowładach (o czym wtedy nie wiedziałam, ta wiedza przyszła znacznie później, zbyt późno).
Tamten wet zamierzał zapomnieć o wpisie do książeczki na ostatniej wizycie, zrobił to dopiero na wyraźne żądanie. Wetka, która leczyła Oswalda, zapomniała.



Dwa koty żyją.
Młode, ogólnie raczej zdrowe.
Przez kilka pierwszych tygodni po serii tych leków wykazywały objawy nadpobudliwości, agresji, nieprzewidywalne zachowania, nadwrażliwość na bodźce. Starsza do tej pory miewa drgawki i zrywania mięśni, nieuzasadniona agresja zdarza się obu kotom do dziś.

...Najsłabsza z naszych kotek dostała tylko jedną dawkę. W ciągu doby nastąpiła zapaść, poprzedzona objawami neurologicznymi. Dopiero teraz skojarzyliśmy, co najprawdopodobniej ją spowodowało.

Oswald dostał cztery. Każda kolejna była gwoździem do trumny. Po czwartej miałam pisać do wetki, że kot jest już zbyt słaby na kolejne badania krwi. I wtedy do nas dotarło, że takie objawy przecież już wcześniej widywaliśmy...
Ostatnia utwierdziła nas w tym, co napisałam powyżej.

..........................................................................................................................................................


Jeśli Wasz kot po powrocie od weta wyczołga się z transporterka i zamiast jak zwykle dziarsko pomaszerować przed siebie, położy się na podłodze, nie miejcie złudzeń: to nie stres ani osłabienie chorobą.
Zajrzyjcie do książeczki.
Jeśli znajdziecie tam wpis z przedrostkiem enro...**

A najlepiej nie pozwólcie wetom grać w rosyjską ruletkę z Waszym zwierzęciem.
W tym magazynku jest zbyt wiele ostrych nabojów.



*Jeden z nich, to nasz były tymczas. Młody, silny kot, leczony już w domu stałym na banalną anginę.
**Enrofloksacyna to nazwa substancji czynnej. Nazwa handlowa leku może brzmieć inaczej.








poniedziałek, 20 stycznia 2014

Przetwórnia tektury...

...na wióry.
Czyli: zrób swoim kotom drapak.
Tzn. ja im zrobiłam drapak*, a na wióry to już one same sobie przerobią :)))

Taki twórczy recykling wielostopniowy.
A można było zwyczajnie tekturę wywalić do odpadów segregowanych ;-)

Kot Nuncjusz** w trakcie testów:






Inspirację zaczerpnęłam stąd (klik)
Link znaleziony na Pintereście, gdzie jest istna kopalnia tekturowych inspiracji, nie tylko kocich. Drapak jest duży, koło ma średnicę 55 cm, wys. 13 cm. Do jego wykonania zużyłam (oprócz trzech wielkich pudeł) jedno opakowanie kleju do drewna, rolkę taśmy dwustronnej, maskę ze stempell&kartoon i resztkę podeschniętej białej akrylówki. Opis wykonania sobie daruję, wystarczająco przejrzyście przedstawiony jest pod podanym linkiem. Gdyby jednak ktoś miał jakieś pytania, zapraszam :)

A wiecie, jak wygodnie się na tym drapaku siedzi? Chyba sobie zrobię trochę wyższy, jako pufę :)


Pozdrawiam tuzaglądaczy (i tuzaglądaczowe koty)  :))))


*w końcowej fazie owijania pomagał mi T. - łatwiej się manewruje w dwie osoby kołem o takiej średnicy.
**Kot Nuncjusz jest wielkim, prawie siedmiokilowym kociskiem, dlatego zdjęcia nie oddają skali drapaka. Niestety - jest również jedynym naszym kotem, który potrafi efektownie pozować i tylko jego zdjęcia nadają się do pokazania na blogu.

środa, 13 lutego 2013

Kot z Hidcote

Znowu zielono.

Co ja poradzę, że bardzo lubię ten kolor - a w kolekcjach Galerii RAE pięknych zieleni nie brakuje.
Tym razem jednak miałam utrudnione zadanie - strrrasznie podobał mi się kolor papieru, ale nijak nie pasowały mi bombki (skądinąd śliczne i radosne). I na dodatek był listopad, a ja siedziałam głęboko w epicentrum dołu twórczego (o ile doły mają epicentrum, ale dołki twórcze są dynamiczne, to chyba jednak mają).

Z tego dołu postanowiła mnie za uszy wywlec kochana Offca, zapraszając na wspólne scrapowanie połączone z warsztatami chlebowymi. Wiadomo - chleb na zakwasie rośnie kilka godzin, więc w międzyczasie trzeba czymś zająć ręce. Zajęłam je więc swoim zwyczajem - stemplując i następnie wycinając jakąś nieprawdopodobną ilość kwiatostanów, jako żywo przypominających Cornus florida...
Z zamiarem przyklejenia ich do tegoż scrapa, rzecz jasna.

I nawet udało mi się tam, u Offcy, ułożyć z nich całą kompozycję, którą po powrocie do domu odłożyłam na półkę. Głównie po to, żeby podbierać po kwiatku do innych, późniejszych projektów. A zaczęty scrap musiał swoje odleżeć, zanim doczekał się docelowej wersji:



W miejsce zużytych kwiatów doszły liście - genialny stempel 3rd Eye (Dryszko, czy wiesz, że o takim stemplu od zawsze marzyłam?). Dołożyłam jeszcze trochę innych stempli, w tym kolejnego fantastycznego kota nabytego niegdyś w Scrappo, trochę motyli i wycinanek.

Z bliska wygląda to tak:






Szczegóły materiałowe jak zwykle - na blogu Galerii RAE.
Za fotkę, której użyłam na scrapie dziękuję autorce - Danusi M.
A przy okazji: czy ja zapraszałam już do Hidcote Manor? Jeśli nie - i jeśli lubicie angielskie ogrody - to zajrzyjcie na bloga Marty .

Pozdrawiam :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Zdrowa przekąska

Uwielbiam postanowienia noworoczne.
Cudze.
Czytać :)))

W co drugim (nie, chyba jednak częściej) powtarza się sakramentalne: będę się zdrowo odżywiać.
No i super - tylko konia z rzędem temu, kto wie, co to tak naprawdę oznacza, co tak naprawdę jest zdrowe dla zjadacza, a nie tylko dla kieszeni jakiegoś lobby. Ja się zacznie człowiek wgłębiać w temat, to nagle się okazuje, że 'zdrowe' zalecenia wzięły się albo z polityki, albo z ekonomii, albo wręcz z religii właśnie i z moralności, purytańskiej, w Ameryce w dodatku.
I że ten cały błonnik, jogurciki, olej i jarzynki są owszem, korzystne - ale czy na pewno dla ich zjadacza, to już takie pewne nie jest. I piramida żywieniowa, i chude-beztłuszczowe, i ... (a tu możecie sobie dowolnie wpisać to, co jest zdrowe wg Was, he he).
A my, zjadacze, tak łatwo łykamy te zalecenia...

W każdym razie o zdrową dietę - naszą, czyli swoich ukochanych Dużych, postanowił zadbać nasz osobisty kotecek. I oto, co nam zapodał, zamiast ciasteczka do popołudniowej kawy  :))))



Scrap jest jednocześnie zaproszeniem do najnowszego, styczniowego wyzwania na blogu Galerii RAE. Tym razem zadanie polega na użyciu trzech kolorów (u mnie niebieski, brąz i biały) i jak najwięcej elementów po dwa. Po dwa - czyli coś, co bardzo utrudnia stworzenie dobrej kompozycji. 
I taki temat można "ugryźć" dwojako: postawić na symetrię - albo na chaos. Ja wybrałam to drugie. Chaos jak się patrzy - jak po kociej zabawie :)))

Kilka zbliżeń:
  




A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że zupełnie nieświadomie, nie zaglądając wcześniej na bloga ILS zrobiłam scrapa bardzo zbliżonego do ich najnowszej mapki. Co prawda zdjęcie trochę za wysoko, ale podobieństwo jest niesamowite. Nawet kółka z kalki naśladują mapkowe dymki.
Nie będę raczej zgłaszać mojej pracy jako wykonanej wg mapki, bo takowej intencji nie było, ale przyznacie, że coś w tym jest?
Za to znów zgłoszę do Galerii Waszych Inspiracji na Scrappo. Oba koty to stemple Lost Coast Design, zakupione przed przerwą :)

Pozdrawiam :)

PS. Ciekawym innych ujęć kwestii zdrowego żywienia, niż te oficjalnie lansowane, polecam portal Nowa Debata. M.in. o żywieniu, o zdrowiu i innych ciekawych rzeczach trochę inaczej. Nie, nie mam nic wspólnego z twórcami, po prostu podczytuję sobie od czasu do czasu.

środa, 26 września 2012

Pająk włochaty z profilu

Prościutko.
Na papierach Galerii RAE :)





I szczegóły:




A dlaczego w tytule jest pająk, nie kot?
He he, musielibyście zobaczyć, jak łazi po zasłonach :D

Pozdrawiam  :)

środa, 12 września 2012

Trafia mnie.



Szlag mnie trafia.
Mam taki feler, że kiedy widzę zdjęcie kota w miniaturze bloggera, to zaglądam.
Zaglądam - i mnie trafia, w tym roku jakoś wyjątkowo często :[
Co chwilę u kogoś na blogu pojawia się post o świeżutko urodzonych kociaczkach do oddania.
Z kotki własnej, domowej, nierasowej, niewysterylizowanej. Och, och, jaaakie to słodkie...

Nie, to nie jest słodkie.
To jest nieodpowiedzialne.
I głupie.

Masz kotkę - weź, wysterylizuj.
Nie wymawiaj się brakiem kasy.
Odłóż kasę na zabieg jeszcze zanim dojrzeje i wejdzie w ruję.
Znajdź weta, który sterylizuje młode kotki przed pierwszą rują. Unikaj konowałów, którzy twierdzą, że kotka musi raz w życiu... NIE! NIE MUSI!!! Nie musi rodzić raz w życiu, nie musi rodzić w ogóle.
Może to dla wrażliwych estetek wydać się szokujące, ale można (a wręcz należy) wysterylizować nawet kotkę, która już zaszła w ciążę.

Niech nie rodzi niepotrzebnie kociąt, niech nie powiększa nadpopulacji.
I nie jest żadnym argumentem, że "przecież już mamy dla nich domki".
Kotów jest za dużo, dużo więcej, niż potencjalnych dobrych domów.

Chciałoby się wykrzyczeć wielkimi literami: pozwalając rozmnażać się domowym kotom, zabierasz szansę na dom tym bezdomnym, uratowanym i wyleczonym przez wolontariuszy kociakom.
Tym kociakom, które urodziły się na działkach i w piwnicach; bezdomne, bo nie miał kto wcześniej zadbać, by niechciane nie przyszły na świat.
Dziesiątki wolontariuszy łapią dzikie kocice, sterylizują i wypuszczają z powrotem na wolność, a ich - urodzonym już, niestety, dzieciom szukają domów, dając szansę na lepsze życie. Wcześniej je lecząc, szczepiąc, oswajając, socjalizując, ucząc życia w domu, wśród ludzi. Dla nich cenny jest każdy dobry dom, który pozwoli zrobić miejsce następnym znajdom.

Niestety, zbyt wielu jest jeszcze ludzi, którzy doprowadzają do rozmnażania własnych, domowych kotów. Dla mnie, byłej wolontariuszki, każdy urodzony w domu kociak to bezgraniczny smutek. Nawet, jeśli jest śliczny i beztrosko broi w nowym, kochającym domku.

W czym są "gorsze" kociaki urodzone w piwnicy?
Ten został złapany na trawniku po pewnym krakowskim blokiem. Wystarczy usiąść - już jest na kolanach. Co dzień rano przychodzi pod kołdrę, poprzytulać się do ludzia.  I tak cudownie mruczy.
Ten dwa razy wywinął się śmierci. Wraz z rodzeństwem został uratowany przed zamurowaniem w fundamentach sklepu, przez "miłego" pana sklepikarza. A potem przyjechał do nas, bo "nie wiadomo co mu jest, ale chyba nie przeżyje, może Wy coś wymyślicie".  Przeżył, ale kosztowało nas to wiele nieprzespanych nocy. Wyrósł na wielkiego kocura o psim usposobieniu. Uwielbia jeździć na ramieniu (bagatela, 6,8 kg! ). Przytula się i mruczy.
Ta była dorosła. Zanim do nas trafiła, odchowała kocięta pod śmietnikiem. Kocięta znalazły domy, ona nie - zwykła, stara, nieładna buraska. Z uszkodzonym płucem nie przeżyłaby zimy.

I tak można by długo...


PS. Zdjęcie pochodzi z naszego domowego archiwum, przedstawia jednego z naszych byłych tymczasów, w trakcie dokarmiania strzykawką. Bury dzikusek, złapany na pewnym osiedlu. Łobuz, jakich mało, aktualnie wielki, piękny zadbany kocur w bardzo dobrym domu. Oczywiście wykastrowany, podobnie jak jego brat, z którym dzieli domek :)

PS2. Na blogu u SentiMenti jest bardzo sugestywny rysunek. To dla tych nieprzekonanych, którzy jeszcze uważają, że nic się nie stanie, jeśli jedna kotka urodzi...\

Edit 26.03.2014.
Dla tych, którzy jeszcze są nieprzekonani - przeczytajcie tego posta http://matkatylkojedna.blogspot.com/2014/03/nie-gwacic-kotka-prosze.html#.UzNXR87JD8k

środa, 20 czerwca 2012

Dirty&Simple

Pogoda nas chce zamordować.
Trudno się scrapuje (i funkcjonuje) przy temperaturze 33 stopnie, więc
wszelki wysiłek należy ograniczyć do minimum.
Stąd dzisiaj moja wariacja na temat C&S, czyli "Dirty&Simple".
No, może nie tak całkiem "dirty"; ale niezbyt czysty, ale za to bardzo
prosty ;-)
























Cztery zdjęcia zakochanej kociej pary* wypełniły kompozycję, nie
pozostawiając zbyt wiele miejsca dla dodatków.
Nie mogłam się powstrzymać od lekkiego przybrudzenia brzegów pięknego brązowego papieru w kratkę , który stanowi bazę scrapa.
Leciutko przytuszowałam też motylki, wycięte ażurowym wykrojnikiem z
niebieskiej strony żonkilowego papieru  .



















Napis ze Scrapińca pozostał w naturalnym kolorze tektury, dodałam tylko
niebieski ćwiek.
Trochę bibułki pod zdjęciami i - jak dirty, to dirty :-) - obowiązkowe
śmieci: przypięty zszywkami sznurek, kawałek taśmy siatkowej pozostałej po
poprzednim layoucie i resztka stemplowanego borderu, który z kolei ostał się
z tarninowego albumiku (jak może pamiętacie, użyłam tam  koronkowego stempla
"Sięgając nieba" ).




















Jeszcze trzy niebieskie guziki i to już jest wszystko :)
Jeśli pogoda nie znormalnieje, to następny scrap w najlepszym wypadku będzie
zawierał wyłącznie zdjęcie ;-)
A scrap przy okazji wpisał się w zwierzakowe wyzwanie UHK Gallery.

(*Para jest zakochana oczywiście czysto platonicznie. Oba kociaki są wysterylizowane. Zadbaliśmy o to najwcześniej, jak się tylko dało (w przypadku kotki jeszcze przed pierwszą rują). To powinien być standard - niestety, w wielu jeszcze domach spycha się tę decyzję na dalszy plan, albo wręcz odrzuca, motywując jakimiś bzdurnymi teoriami czy obawami. A tak niewiele trzeba, żeby ułatwić życie i kotu, i sobie - i nie powoływać na świat kolejnych pokoleń niechcianych kociaków...)

Pozdrawiam....
PS. Zazwyczaj się staram. Osobny tekst piszę na bloga Galerii RAE, inny zamieszczam u siebie na blogu. Dzisiaj musicie mi wybaczyć - przekopiowałam na żywca tekst "galeriowy". Jeśli faktycznie pogoda nie znormalnieje, to będę musiała poprosić "szefową" o urlop ;-) - jestem takim typem, któremu to "wyczekiwane ciepło" odbiera wszelką energię, do jakiejkolwiek aktywności. I zabija kreatywność. Scrapową działalność zawieszam więc  na kołku - do ochłodzenia.

niedziela, 15 stycznia 2012

Kocia wymianka

Tematem grudniowej wymianki ATC na Scrapujących Polkach były "Koty".
No i chyba jasne, że nie mogłam odpuścić takiego tematu, mimo grudniowego braku czasu i świadomości, że trwa u mnie kryzys małej formy. Zgłosiłam się od razu, a potem długo nie mogłam się zebrać, ale w końcu ATC powstało i nawet jestem zadowolona.
ATC znowu wyszło trochę  "artowe"  - ostatnio mam ogólnie nastrój na porządkowanie przestrzeni wokół siebie - i chyba wkrada się on niepostrzeżenie do moich prac ;-)
Kryzys małej formy chyba też powoli ustępuje :)









































Moją partnerką wymiankową była skrzatka, od której przyleciał do mnie ten fantastyczny i niezwykle pomysłowy ateciak (zdjęcie pochodzi z bloga autorki).



Ateciaczek jest składany, czego na blogu autorki nie widać, a mnie bardzo spodobała się mediowa okładka, dlatego muszę ją Wam pokazać:













































Prawda, że jest świetny?

Pozdrawiam
i lecę odśnieżać :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Różowo

Czy ja niedawno pisałam coś o Kratkach? Że może jakiegoś scrapa na nich zrobię? Kiedyś? ;-)
Otóż, moi drodzy, wykrakałam :D

Pewnego grudniowego dnia nasz Skład Rzeczy Niedokończonych ;-) odwiedziła Rae, przywożąc z sobą ( oprócz Dziecia, ale tego akurat zabrała z powrotem ;-) ) siatę kratek, kropek, maluszków i innych tiuli *.
To z pozoru niewinne wydarzenie będzie miało poważne konsekwencje  ;-)
Oznacza mianowicie, że...

Tak, tak - od Nowego Roku jestem projektantką na blogu Galerii RAE.
Hm... świat się kończy - ja i DT, w dodatku stały!
No nic, może damy radę.
Może - bo pierwszy raz występuję w tej roli.
Ale...

...ale zobaczymy, jak długo Rae zdzierży moje bezceremonialne psucie i brudzenie jej pięknych, czystych papierów i przerabianie ich na coś zupełnie innego :D :D :D
Bo co jak co, ale niszczyć to ja lubię. A te akurat papiery do niszczenia nadają się jak mało które - o czym miałam się już okazję przekonać, pracując na nich jako gościnna projektantka od LO-sów. 

I tak się jakoś złożyło, że dzisiaj zaczynam też pełnowymiarowym layoutem.
Co prawda nie z kratek, a z "maluszka w kratkę", ale jednak.

Na blogu Galerii RAE startujemy z nowym cyklem:  praca z zestawem. Czyli ekipa projektancka ( no, powiedzmy - fragment ekipy ;-)  ) mierzy się jednocześnie z tym samym zestawem papierów.
No i ... jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żebym zrobiła kartkę :D

Jest zatem scrap.
Żeby się bez potrzeby nie rozpisywać, zapraszam na galeriowego bloga - tam znajdziecie dłuższy opis i materiałoznawstwo. A tutaj - fotki :)
























I detale:




















Cykl jest jednocześnie wyzwaniem - zapraszam do udziału :)

* dla niewtajemniczonych ( o ile tacy się znajdą ;-)  ) - to nazwy dotychczasowych kolekcji papierów Galerii RAE.

Pozdrawiam:)

sobota, 18 czerwca 2011

A jak aneks

...do cyklu skrzydlatych tagów.
Czyli autoprezentacja.


















































I rewers:























Kot (wg Steinlena) wydłubany przeze mnie, jako jeden z pierwszych moich stempli.

Zaglądajcie na nowy blog scrapki-wyzwaniowo, ciekawe rzeczy się tam dzieją. I nie ma wymogu używania materiałów ze sklepu - przyznam, że lubię takie wyzwania, które nie ograniczają kreatywności, w pracach używam tego, co mi akurat pasuje, a jeśli już ograniczenia, to jedynie tematyczne. Tutaj trochę mediów ze sklepu jednak się wkradło  :)

Pozdrawiam :)

czwartek, 17 lutego 2011

Dziś Dzień Kota :-)

A skoro Dzień Kota, to trzeba go uczcić. :-)
Najlepiej stosowną kartą Art Journala, a raczej umieszczeniem jej na blogu, bo sama karta powstała już jakiś czas temu.



I jeszcze druga - "Najpiękniejsze przeżycie".
Opisy chyba zbędne. :-)
Jak widać, w obu kartach w użyciu były bazy gizmowe.


wtorek, 15 lutego 2011

No to zaczynamy...

Od czegoś trzeba zacząć, najlepiej od razu. :)

Na początek dwa ATC, zrobione na wyzwanie Skrapujących Polek.
Bardzo lubię małe formy scrapowe, a ATC szczególnie. Taki niby drobiazg, a przez swoją ograniczoną powierzchnię bardzo wymagający.

Temat walentynkowy, więc nie mogło zabraknąć mojego ukochanego motywu, zakochanych kotów. :-)

 

I drugi, dzisiejszy.
Temat - "Prezenty".

Pozdrawiam  :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...