wtorek, 12 grudnia 2017

Zaległości. Od końca.


Zeszło mi trochę. 
Trochę ;-) 
Ale to nie znaczy, że nic nie robiłam.
Jakoś przez ostatnich kilka miesięcy nie miałam fazy na siedzenie nad zdjęciami, bardziej po drodze mi było z działaniami w realnym świecie, niż w wirtualnym. Powstało przez ten czas trochę udziergów, uprzędów i ufarbków. 

Udziergów na razie nie mogę pokazać, bo - uwaga, uwaga! - zadebiutowałam jako testerka wzorów, a wzory, jak to wzory, muszą swoje odczekać, zanim autorka rzuci hasło: publikujemy!

Ale żeby nie było - coś tam własnego też udziergałam. Zaczynam więc od końca. 
Udzierg z własnego ufarbku i uprzędu. Taki nieduży udzierg.

Bo co można zrobić z 90 metrów?
O tej porze roku? ;-)
Czapkę :)






Leżała w szafce taka samotna, zapomniana owieczka z Falklandów, ok. 20 mic., kupiona jeszcze rok temu. Taka biała wata.
No przecież nie mogla zostać taka samotna i zapomniana. I biała ;-)
To ufarbowałam.
50 g - czyli ilość "na nic". Czyli na czapkę :)


Poniżej etapy pośrednie (zdjęcia zupełnie robocze, na szybko, z telefonu):



Zdjęć singla nie ma, pogoda i moja niecierpliwość nie pozwoliły.
Zima idzie, a ja w kaszkieciku ;-)
Potroiłam metodą navajo - wyszedł mikromoteczek - miękki, puszysty grubas, 90 m:


I na koniec jeszcze jeden mikromoteczek - wygrzebane z szuflady 47 g gotlanda. Z niewielkim dodatkiem kolorowych plamek z jedwabiu tussah. Chyba nie zostanę wielbicielką tej owieczki.
Taki se mało wydajny sznurek, było zostawić na brodę dla dziada w jasełkach ;-)



W sesji udział wzięły ponadto:
bransoletka z koralików autorstwa Basi, naszej krakowskiej dziewiarki, uzdolnionej nie tylko dziewiarsko,
miniaturka wody toaletowej Timbuktu, L'Artisan Parfumeur
i sznurek kryształów górskich, który ma kiedyś doczekać się przetworzenia w jakąś inną postać.

Dobrnęliście do końca? To wielcy jesteście.
Ja też, z tego samego powodu ;-)

Pozdrawiam :)

16 komentarzy:

  1. Dżizuu, co to jest metoda navajo? Znaczy potrajanie wełny. :-o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw przędzie się singla - nitkę pojedynczą, a potem się ją (też na kołowrotku) skręca w trzy nitki, tworząc coś w rodzaju łańcuszka, jak na szydełku, tylko o dłuuuuugich oczkach. Jak chcesz zobaczyć na filmie jak to działa, to wpisz sobie w gugla 'navajo plying' :)
      Można troić z trzech osobnych nitek, a można w taki sposób - w każdej z tych metod inaczej układają się kolory. I to w zasadzie tyle :)

      Usuń
  2. Skręt w navajo spowodowała, że zzieleniałam :-) Może się uda spotkać, to poproszę, byś mi wyjaśniła, jak się takie robi :-) Wszystko pierwyj sort :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Chętnie, chętnie - a ja z kolei Cię poproszę o pozwolenie pokręcenia na double drive, dla ogólnego wykształcenia :)

      Usuń
    2. ale ja nawet nie wiem, co to jest double drive :-)

      Usuń
    3. Typ napędu w Twoim kołowrotku (a przynajmniej jestem przekonana, bo staruszki taki mają)

      Usuń
  3. U Ciebie mi się wszystkie kolory podobają. Zielenie też. Czapka pięknie wyszła i moteczek gotlandowo-jedwabny cieszy oko. Może nada się na jakieś drobne elementy np. mankiety rękawiczek? Ładny jest, nie skreślaj go ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Z zieleniami to jakoś tak mam, że jakiego koloru bym nie zaplanowała, to i tak mi wyjdzie zielony. Podświadomość ;-)
      A gotlanda nie skreślam, kiedyś pewnie wymyślę zastosowanie. Niestety jest go za mało nawet na mitenki, bardzo mało wydajna ta wełenka. Pewnie skończy w roli jakichś pasków, dodatku do większego udziergu :)

      Usuń
  4. No ten gotland wygląda bosko! Jakoś tak najbardziej przykuł mą uwagę. Sznurkowatości na zdjęciach zupełnie nie widać, a kolory super. Czapka też oczywiscie bardzo ładna, zupełnie zniknęła w niej pstrokatość czesanki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, charakteru to gotlandowi nie można odmówić. A nawet charakterku, bo nitka dla wrażliwców to nie jest ;-)
      Ale trochę mnie zszokowało, kiedy z takiej samej ilości falklanda wyszła duża, gruba czapka (a nie zużyłam całych 50 g!) a z gotlanda mam 50 m niezbyt grubego dubla. I ta sznurkowatość to charakter runa, nie przekręcona nitka - przędłam toto całkiem luźno, ze świadomością, że to nie merynos ;-)

      Usuń
    2. Wiem, gotland powala urodą, ale z daleka ;) Do takiego gobelinu na przykład super. A falkland to jednak puchacz, leciutki i wydajny, bardzo go zresztą lubię.

      Usuń
  5. Jak za zieleniami nie przepadam, to w tych się zakochałam :). Zazdraszczam umiejętności farbowania, że o przędzeniu nie wspomnę! Czapeczka przecudnej urody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - wyrazy uznania od osoby, która nie przepada za zielenią, to podwójne wyrazy uznania: na tym blogu inne kolory pojawiają się od święta ;-)
      A ja właśnie odkrywam Twoje B&W i jestem zachwycona :)

      Usuń
  6. Jak fajnie znowu tu coś zobaczyć i przeczytać,ale mi mało,proszę o więcej :)
    udziergi super ale te sploty i skręty to dopiero magia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Coś się znowu pojawi, niebawem. Zdjęcia już czekają :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...